Okolica pewnego kesza w Konstancinie. Za żadne skarby nie mogłem przekonać żony, żeby ze mną podjęła próbę odnalezienia kesza. Tak więc została i pilnowała rowerów.
Krótki popas i powrót do domu.
Oczywiście nie tylko ja odpoczywałem. Musiałem nawet wyciągnąć z sakwy przysługującego w połowie drogi RedBulla.
Kolejny, krótki popasik na terenie Starej Papierni w Konstancinie.
Zahaczyliśmy o tężnie solankowe w Konstancinie i już prościutko do domciu.
Leniwa pobudka o ósmej rano, dzień zapowiadał się ciekawie. Planowana wyprawa po kesze do Mazowieckiego Parku Krajobrazowego właśnie się rozpoczęła. Szybkie śniadanko (slim), zatankowane bidony i dodatkowe doładowania zapakowane do sakwy i jazda. Jako, że w tej wycieczce nie uczestniczyłem sam, jak to zwykle bywa ale z moją małążonką, rowery zostały zapakowane na dach samochodu. O 9 z dużym groszem zaparkowaliśmy pod sklepem niedaleko stacji PKP w Celestynowie. Pierwszy kesz zaliczony jako virtual, ale nie mając pewności czy hasło będzie odpowiednie w ruch poszedł nowozakupione cacuszko z możliwością przeglądania netu z jakimiś szmerami bajerami, wodotryskami i sam jeszcze nie wiem co (potem przydał się jeszcze kilka razy). Pogoda zachęcała do leniwej jazdy (dlatego średnia nieciekawa). Jeszcze jeden kesz przy kominie (stał sobie sam w lesie) i jazda do lasu ścieżkami i wertepami gdzie zaliczyliśmy jeszcze kilka keszy przy okazji parę serwisowaliśmy i jeden (ostatni) reaktywowaliśmy bo dziki dały mu ostro popalić. Zaliczyliśmy jeszcze fajoskie bunkry na wzgórzach filips44: Bunkry w Białej Górze i stamtąd już w drogę powrotną w kierunku Celestynowa. Po drodze szalone zakonnice (jak te z serii o żandarmie, francuskiej produkcji) w jakimś blachosmrodzie przy wyprzedzaniu próbowały nas staranować. Dalej już bez specjalnych atrakcji dotarliśmy do auta, budząc zdziwienie tambylców siorbiących piwo pod wspomnianym już sklepie.
Logowanie kesza za pomocą nowego cacuszka :)
Tego kesza trzeba było serwisować. Misiek już wykąpany i pachnący czeka na kolejną wycieczkę.
Z drogi bo jadę i rozjadę.
Ale z takiej górki to nie dam rady
"To sem ja" (mieszkaniec pewnego kesza
Słit focia grupowa :) Bunkier fajoski ale nie wchodziliśmy.
Tyle pozostało z kesza. Dziki zryły dokładnie okolicę i poprzednia ekipa odnalazła tylko nalepkę informującą, że to nie śmieć. Dziki miały inne zdanie. Reaktywowaliśmy.