Mazowieckie widoczki, temperatura około 25 stopni. Widoczek z okolic Woli Mrokowskiej.
Zawartość pierwszej w dniu dzisiejszym skrzyneczki.
W okolicy kesza filips86: Park w Młochowie, piękna okolica tak swoją drogą.
Przez takie chaszcze musiałem się przedzierać by dotrzeć do kesza filips77: Do źródeł Utraty #1 / Rez. Młochowski Łęg zostawiając rower bez opieki 100 metrów dalej, a w okolicy biegał szybko i nieskoordynowanie Jeleń (chyba) i ryczał złowieszczo.
Kilka ujęć ze specjalną dedykacją dla Lavinki.
Nie wiem czy żółty spychacz też się liczy ale jest. Fotka trochę kiepskiej jakości, bo wjechałbym na teren prywatny, więc cyknąłem na zoomie :(
OP3734 Krolikarnia OP0101 filips32: Jedziemy w niedzielę za miasto: Królikarnia OP2DC2 Park Arkadia OP41A5 KS Warszawianka OP24EB z deszczu za rynne OP2535 WLF11: Powstańczy Cmentarz Park gen. Orlicz-Dreszera OP264C Glinianka przy Dolnej OP3C3F bacza 16: Gołębnik Mokotowski OP0AE7 Pałac Szustra OP44A3 Najstarsza kamienica Mokotowa OP44D4 Koszary Mokotowskie OP44A2 Dom Sierot OP44E5 Dom z Klonowej OP264A Warszawska Fabryka Eteru OP372D bacza 9: Sielanka na Sielcach OP3E94 Pan na Włościach
Boiska KS Warszawianka
I jeszcze jedno ujęcie KS Warszawianka. Ta czarna kropa na skarpie na dole to mój keszorower, wyżej już nie miałem siły go wciągać.
Foto od strony ul. Rakowieckiej. W tle nowo powstające konstrukcje po byłym "SuperSamie". Budowniczowie przewidują powrót tego kultowego sklepu na drugi kwartał 2013, więcej.
Ostatnie ujęcie spod jednej z ostatnich skrzyneczek w dniu dzisiejszym, róg ulic Piaseczyńskiej i Dolnej.
Dzisiejszy dzień pod wyzwaniem cmentarzy południowej Warszawy. Wszystkie waypointy odnalezione, współrzędne wyznaczone. Niestety finałowy kesz jeszcze nie podjęty, ale to tylko kwestia czasu.
Miało być prosto, łatwo i przyjemnie. Za cel obrałem sobie dziś 3 skarby, w tym jeden filips11 Okolice Baniochy. Prościzna, dojechać, znaleźć, wpisać się i jazda do kolejnego. O nieee, nieee nie taka prościzna. Już w trakcie dojazdu do kesza w Chojnowie dopadła mnie sfora dzikich psów, które koniecznie chciały mnie nadgryźć za nogawkę. Pedałowałem co sił w nogach ale i tak mnie doganiały. Postanowiłem więc, że się zatrzymam i sięgnę po kamień - zrozumiały :) Do samego kesza podchodziłem z trzech stron (po czwartej płynęła rzeczka - mapka w załączeniu na dole strony 12-15 kilometr). Okolica kompletnie nieprzejezdna i nie do przejścia suchą stopą i już miałem dać sobie spokój. Ale pomyślałem, że skoro już dotarłem tak niedaleko i te 200 metrów do kesza mnie nie zniechęci choćbym miał po kolana w tym bagnie brodzić. Z opisu pamiętałem, że kesz znajduje się opodal rzeczki, niestety mój palmtop zwyczajnie padł. Więc zasięgnąłem pomocy telefonicznej u małżonki. Rower zostawiłem pod drzewem niecałe 30 metrów od miejsca ukrycia i z gps'em w ręku szukałem spróchniałego pieńka. 17 metrów od celu miałem dopadł mnie kryzys, ale błoto, woda i zbliżający się zmierzch zmusiły mnie do działania. I SUKCES !! Niestety sam skarb strasznie sfatygowany przez leśnych mieszkańców i dodatkowo zalany wodą. Postanowiłem zabrać go ze sobą i przy sprzyjających okolicznościach zimy reeaktywować. Jeszcze tylko 4 kubki gorącej jeszcze kawy, bom się spragnił okrutnie i dalsza droga już bez przygód. Więcej skarbów w tym dniu nie było.