Veni Vidi ale niestety nie wszędzie Vici :)) Ale wycieczka się bardzo udała. Pogoda dopisała wyśmienicie. 13 keszy złupionych, pozostałych nie było. Może jeszcze będzie okazja po nie pojechać.
Popas przy pierwszym keszu, niestety nie zastałem go na miejscu :(
Nie wiedziałem, że Paryż jest tak niedaleko. No ale cóż...
A tu już okolica pewnego kesza, to niestety nie Vici :) A szkoda.
A może po torach ?? Prawie Spoiler.
Tu też okolica kesza na starym cmentarzu żydowskim.
Pałacyk pruszkowski.
Tworki, potworki... Słit focia i chodu, bo jeszcze i mnie zamkną.
Krótki postój w cieniu z widokiem na nowy Stadion Narodowy.
Jeszcze raz Narodowy, tym razem od strony Cypla Czerniakowskiego.
Fajna plaża tuż za Cyplem Czerniakowskim.
W okolicy pewnego kesza przy ul. Karowej.
Ta fotka chyba nie wymaga komentarza :)
Szybki rzut oka na pusty jeszcze o tej porze Park Fontann na Podzamczu.
Miś Oligocen dał się napić, nalał wody do bidonu i pomachał na odjezdne :)
Jeszcze lansik przed bramą straceń w Cytadeli i dalej już było nudno. Zahaczyłem jeszcze po drodze na kurczaka po węgiersku i bułę przy Bartyckiej.
Ostatni popas w drodze powrotnej i do przejechania cały Las Kabacki. W sumie dzionek udany jak najbardziej. 20 keszy znalezionych, 1 nieznaleziony. Najbardziej szybka była końcówka dnia. Zaraz po powrocie do domu odpalam opencaching.pl i patrze, że jest nowa skrzynka Rubeusa całkiem niedaleko mnie w Konstancinie. Szybkie myślenie, a co tam może zdążę przed kolegą y_a_h_oozdobyć FTF. Zapisałem Namiar na skrzynkę do giepsa, wpakowałem się do auta, szybki dojazd i jeszcze szybsze odnalezienie kesza. Rozwijam, rozwijam i moim oczom ukazuje się FTF wyżej wymienionego. Niestety tak jak przy keszu Mysiadło znowu STF.
Mazowieckie widoczki, temperatura około 25 stopni. Widoczek z okolic Woli Mrokowskiej.
Zawartość pierwszej w dniu dzisiejszym skrzyneczki.
W okolicy kesza filips86: Park w Młochowie, piękna okolica tak swoją drogą.
Przez takie chaszcze musiałem się przedzierać by dotrzeć do kesza filips77: Do źródeł Utraty #1 / Rez. Młochowski Łęg zostawiając rower bez opieki 100 metrów dalej, a w okolicy biegał szybko i nieskoordynowanie Jeleń (chyba) i ryczał złowieszczo.
Kilka ujęć ze specjalną dedykacją dla Lavinki.
Nie wiem czy żółty spychacz też się liczy ale jest. Fotka trochę kiepskiej jakości, bo wjechałbym na teren prywatny, więc cyknąłem na zoomie :(