Okolica pewnego kesza w Konstancinie. Za żadne skarby nie mogłem przekonać żony, żeby ze mną podjęła próbę odnalezienia kesza. Tak więc została i pilnowała rowerów.
Krótki popas i powrót do domu.
Oczywiście nie tylko ja odpoczywałem. Musiałem nawet wyciągnąć z sakwy przysługującego w połowie drogi RedBulla.
Kolejny, krótki popasik na terenie Starej Papierni w Konstancinie.
Zahaczyliśmy o tężnie solankowe w Konstancinie i już prościutko do domciu.
Miało być prosto, łatwo i przyjemnie. Za cel obrałem sobie dziś 3 skarby, w tym jeden filips11 Okolice Baniochy. Prościzna, dojechać, znaleźć, wpisać się i jazda do kolejnego. O nieee, nieee nie taka prościzna. Już w trakcie dojazdu do kesza w Chojnowie dopadła mnie sfora dzikich psów, które koniecznie chciały mnie nadgryźć za nogawkę. Pedałowałem co sił w nogach ale i tak mnie doganiały. Postanowiłem więc, że się zatrzymam i sięgnę po kamień - zrozumiały :) Do samego kesza podchodziłem z trzech stron (po czwartej płynęła rzeczka - mapka w załączeniu na dole strony 12-15 kilometr). Okolica kompletnie nieprzejezdna i nie do przejścia suchą stopą i już miałem dać sobie spokój. Ale pomyślałem, że skoro już dotarłem tak niedaleko i te 200 metrów do kesza mnie nie zniechęci choćbym miał po kolana w tym bagnie brodzić. Z opisu pamiętałem, że kesz znajduje się opodal rzeczki, niestety mój palmtop zwyczajnie padł. Więc zasięgnąłem pomocy telefonicznej u małżonki. Rower zostawiłem pod drzewem niecałe 30 metrów od miejsca ukrycia i z gps'em w ręku szukałem spróchniałego pieńka. 17 metrów od celu miałem dopadł mnie kryzys, ale błoto, woda i zbliżający się zmierzch zmusiły mnie do działania. I SUKCES !! Niestety sam skarb strasznie sfatygowany przez leśnych mieszkańców i dodatkowo zalany wodą. Postanowiłem zabrać go ze sobą i przy sprzyjających okolicznościach zimy reeaktywować. Jeszcze tylko 4 kubki gorącej jeszcze kawy, bom się spragnił okrutnie i dalsza droga już bez przygód. Więcej skarbów w tym dniu nie było.
Pogoda wygoniła mnie na rower. Poza tym miałem misję specjalną - Kabaty Suma Sumarum - Zaliczone. Acha i jeszcze jeden - łazienki bis - to jest chałupa. N 52 07.083 E 21 07.036
Korzystając z pięknej jesiennej aury, postanowiłem wsiąść na rower i pognać do Lasu kabackiego. Zaliczyłem przy okazji 14 punktów pomiarowych, które potrzebne były do zaliczenia głównego kesza. Niestety 2 nie znalazłem. Może innym razem. Miałem nadzieję, że będzie w miarę luźno i spokojnie, ale jakież było moje zdziwienie kiedy spotkałem tłumy ludzi, jeżdżących, biegających, palących grilla na polanie. Widać nie tylko ja miałem pomysł na spędzenie tego dnia na łonie natury.